Rozdrażew 15 VI 2021

 

Ogłaszamy nabór uczniów klas szóstych  do projektu edukacyjnego
 „Dracula and witches..., czyli polsko-rumuńskie upiorne historie”

 

Projekt realizowany będzie w Rumunii, wraz z uczniami szkoły w Ploeszti. Głównym celem jest doskonalenie umiejętności posługiwania się językiem angielskim. Podczas działań przygotowawczych realizowanych w Rozdrażewie przeprowadzone zostaną zajęcia historyczne, językowe, informatyczne i taneczne. Podczas realizacji projektu w Rumunii odbędą się warsztaty ”Na tropach Draculi”- związane z nauką  języka angielskiego oraz  wyjazd do Transylwanii- domniemanej siedziby Drakuli oraz do Bukaresztu. W czasie podróży uczestnicy zwiedzą Wiedeń i Budapeszt.

Kryteria rekrutacji:

- Osiągnięcia indywidualne uczniów - średnia ocen z przedmiotów szkolnych max. 25 pkt

- Poziom umiejętności posługiwania się językiem angielskim) - ocena z języka z poprzedniego semestru - 20 pkt

- Ocena z zachowania= max. 15 pkt.

- Aktywność szkolna-max.20 pkt 

- 20 punktów może zostać przyznane uczniom mniejszymi szansami (wielodzietność, orzeczenie o niepełnosprawności, przewlekłej chorobie i.t.p.)

W sumie w procesie rekrutacji uczeń będzie mógł zdobyć 100 punktów rekrutacyjnych. Od wyników rekrutacji będzie można się odwołać w trybie pisemnym do dyrekcji naszej placówki w terminie 14 dni od dnia ogłoszenia wyników rekrutacji.

Uczestnicy projektu muszą posiadać paszport lub dowód osobisty, wskazane jest też zaszczepienie się przeciwko covid-19.

Koszt dodatkowy: 400 zł.

Wnioski zgłoszeniowe można będzie odbierać i składać w bibliotece szkolnej w dniach 15-18 czerwca.
Ewentualne dodatkowe informacje można uzyskać w bibliotece.

 

Koordynator projektu

Jolanta Bożejewicz



Nowości w bibliotece szkolnej- polecamy uczniom starszym :)

 


Wojna która ocaliła mi życie
Autor: Kimberly Bradley Brubaker

Osadzona w realiach II wojny światowej niezwykła historia, która łączy przygodę oraz poruszającą opowieść o rodzinie, tożsamości i poczuciu własnej wartości.

Książka zdobyła nagrodę główną w kategorii "Książki dla dzieci starszych” w konkursie Świat Przyjazny Dziecku organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.

Dziesięcioletnia Ada całe swoje życie spędziła zamknięta w jednopokojowym mieszkaniu. Jej matka tak bardzo wstydzi się zdeformowanej stopy córki, że trzyma dziewczynkę w izolacji. Kiedy więc młodszy brat Ady, Jamie, ma zostać ewakuowany z Londynu, by schronić się przed wojną, dziewczynka nie zwleka ani chwili: ucieka z domu, by wyruszyć w podróż razem z nim.

Tak oto zaczyna się wielka przygoda Ady, a także Susan Smith – kobiety, która jest zmuszona przyjąć tych dwoje pod swój dach. Ada uczy się czytać i jeździć konno, patroluje też okolicę w poszukiwaniu niemieckich szpiegów. Z czasem zaufa Susan, a Susan pokocha ją i Jamiego. Czy jednak ich więź okaże się dość silna, by pozwolić im razem przetrwać wojnę? Czy może Ada i Jamie będą musieli wrócić do okrutnej matki?





Wojna którą w końcu wygrałam


Bestseller „New York Timesa”

Najlepsza Książka Roku według „Kirkus”
Najlepsza Książka Roku dla Dzieci według „Washington Post”
Harda, odważna i jednocześnie pełna ofiarności Ada na długo zapada w pamięci. W drugiej części obsypanej nagrodami „Wojny, która ocaliła mi życie” zwycięsko mierzy się z wyzwaniami, które przynosi jej los. Bestseller „New York Timesa”.
Kiedy szpotawą stopę jedenastoletniej Ady udaje się w końcu zoperować, dziewczyna ostatecznie przekonuje się, że nie jest fizyczną i psychiczną kaleką, za jaką uważała ją matka. Wkrótce jednak dowiaduje się, że przestała także być córką. Kim zatem jest teraz?
Wokół nadal szaleje II wojna światowa. Ada, jej brat Jamie i Susan, opiekunka rodzeństwa, zamieszkują w wiejskiej posiadłości wraz z surową lady Thorton i jej córką Maggie. Życie w zatłoczonym domu rodzi napięcia. Jakby tego było mało, wprowadza się Ruth, tajemnicza dziewczyna z Niemiec. Czy Ruth może być szpiegiem?
Kontynuacja „Wojny, która ocaliła mi życie” ukazuje dalszą drogę Ady w poszukiwaniu swojego miejsca na świecie, przy okazji ucząc, że prawdziwa wolność to nie tylko możliwość wyboru, lecz także odwaga, by wybierać to, co słuszne


Nowości w bibliotece szkolnej- polecamy dla dzieci młodszych :)

 

  

Babcocha - autor Justyna Bednarek


Nowa książka utytułowanej autorki Justyny Bednarek z mistrzowskimi ilustracjami Daniela de Latoura - ich wspólne "Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek" otrzymały nagrodę dla Najlepszej Książki Dziecięcej "Przecinek i Kropka" oraz Nagrodę Literacką Miasta Stołecznego Warszawy. Zdobyły też nominację do tytułu Książka Roku IBBY i do Najpiękniejszej Książki Roku.

Teraz utalentowany duet stworzył opowieść o Babcosze - zabawnej i przyjaznej ludziom czarownicy, która umie cofnąć czas, zamienić żołędzie w złote dukaty, a siebie - w muchę. Babcocha zaprzyjaźnia się z Bernardettą i wspólnie podróżują na chmurze, a także okiełznują orzechowe Licho. Przygody Babcochy spodobają się wszystkim czytelnikom od lat 6 do 100! 

Tu można posłuchać o przygodach Babcochy: Babcocha cz. I (tvp.pl)





Superdziadek autor: Irena Landau


Dziadek Felek w wymyślaniu zabaw jest lepszy od niejednej przedszkolanki!

Przebiera się za tygrysa, pichci konfitury, zabiera wnuczkę na spacery i do zoo, a kiedy jest chory – nie leży i nie stęka, tylko pozwala Dorocie o siebie zadbać.

Czasami babcia gniewa się na dziadka, że jest taki niepoważny, ale Dorota nigdy.

Bo jak tu się gniewać na superdziadka, który uwielbia życie i bierze z niego ile się da?





Opowiem ci, mamo, co robią dinozaury- autor Emilia Dziubak


Kudłacz i karaluch wyruszają w podróż… w czasie. Trafią do krainy dinozaurów i poznają te niezwykłe zwierzęta: olbrzymiego Riochazaura, Trematozaura, który zgubił jajo, roślinożernego Diplodoka, żyjącego w wodzie Plejozaura, Tyranozaura Rexa kłócącego się z Ankylozaurem, latające Archaeopteryxy i wiele, wiele innych. Edukacja, humor, zadania interaktywne, a przede wszystkim piękne ilustracje Emilii Dziubak sprawiają, że nie sposób przejść obok tej książki obojętnie. 


Czerwone krzesło: Andrzej Maleszka . Film on-line.

 


Janko Muzykant: Henryk Sienkiewicz




 Lektura klasy 4

Link to czytania on-line

https://wolnelektury.pl/media/book/pdf/janko-muzykant.pdf

Wyprawa Bohaterów- Morgan Rice

 


WYPRAWA BOHATERÓW (Księga 1 cyklu Krąg Czarnoksiężnika) przedstawia obfitującą w przygody historię dojrzewania wyjątkowego chłopca, czternastolatka wywodzącego się z niewielkiej miejscowości położonej na peryferiach Królestwa Kręgu. Thorgrin, będąc najmłodszym z czwórki rodzeństwa, najmniej lubianym przez ojca i znienawidzonym przez braci, przeczuwa, iż jest inny od wszystkich. Jego marzeniem jest zostać wielkim wojownikiem, dołączyć do ludzi króla i chronić Krąg przed hordami stworów żyjących po drugiej stronie kanionu. 

WYPRAWA BOHATERÓW to finezyjny świat pełen wyrafinowanej scenerii, to epicka opowieść o przyjaźni i miłości, rywalizacji i zalotach, rycerzach i smokach, intrygach i politycznych machinacjach, dojrzewaniu, złamanych sercach, oszustwach, ambicjach i zdradach. To opowieść o honorze i odwadze, losie i przeznaczeniu oraz czarnoksięstwie. To opowieść fantasy, która wciąga czytelnika w świat, którego nigdy nie zapomni, a który przemawia do każdego bez względu na wiek, czy płeć.


Wersja do czytania:

Morgan Rice, Wyprawa Bohaterów - pobierz za darmo w epub, mobi, fb2, txt, pdf na LitRes

Wersja do słuchania:

Wyprawa Bohaterów – Morgan Rice – Audiobook Mp3 – Pobierz Online (litres.pl)

Koronawirus. Książka dla dzieci

 



Koronawirus. Książka dla dzieci - Nia Roberts - Ebook (epub + mobi + pdf)

Bezpłatny poradnik dla dzieci i rodziców z ilustracjami Axela Schefflera i komentarzami pediatrów immunologów dr. hab. med. W. Feleszki i dr. med. P. Grzesiowskiego oraz zespołu ekspertów medycznych Grupy LUX MED. Zawiera odpowiedzi na pytania dotyczące epidemii koronawirusa.

Link do pobrania książki:

Koronawirus - ebook - Elizabeth Jenner, Nia Roberts, Kate Wilson - epub, mobi, pdf - księgarnia Publio.pl

„Ciekawe, dlaczego... święta wielkanocne to czas radości”

Wielkanoc obchodzimy w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca. Uważana jest ona za najstarsze i najważniejsze święto chrześcijańskie, stanowi bowiem upamiętnienie ważnego wydarzenia zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Ze świętem tym wiąże się wiele ciekawych tradycji i zwyczajów.Przygotowania do Świąt Wielkiejnocy rozpoczynamy krótko po pożegnaniu zimy. Nawet porządki poprzedzające okres świąteczny należą do tradycji. Sprzątanie ma symbolizować usuwanie pozostałości zimy, a także pozbywanie się z domu zła i chorób. Porządki sprzyjają więc ogólnemu dobremu samopoczuciu i kojarzą się z radosnym oczekiwaniem na nadchodzącą wiosnę.Szczególnie wiele przyjemności sprawia ozdabianie jajek, które symbolizują nowe życie. Ugotowane na twardo jajka barwi się, maluje we wzory lub ozdabia na przeróżne sposoby. Tak powstają pisanki, które wkładamy do koszyka wraz z innymi produktami spożywczymi i zanosimy w Wielką Sobotę do poświęcenia. W koszyczku (zwanym święconką) nie powinno zabraknąć chleba, wędlin, drożdżowej babki, chrzanu, soli czy pieprzu. Dzieci chętnie wkładają tam także słodycze cukrowego baranka lub zajączka z czekolady. Trzeba poskromić apetyt i przechować święconkę do dnia następnego, kiedy to dzielimy się nią na śniadanie z całą rodziną.Dzieciom wiele radości sprawiają również wielkanocne prezenty od zajączka, lecz zwyczaj ten nie wszędzie jest rozpowszechniony. Przyniesione przez zajączka prezenty słodycze i drobne upominki -ukryte są często w specjalnych jajach wielkanocnych.Wciąż żywą tradycją jest lany poniedziałek, zwany inaczej śmigusem dyngusem, kiedy to polewamy się nawzajem wodą. Zwyczaj ten wprzeszłości dotyczył oblewania przede wszystkim dziewcząt, ale dziś każdy może brać udział w tej zabawie. Panny zmoczone w tym dniu miały podobno zwiększone szanse na zamążpójście. Tradycja głosiła, że jeśli któraś z dziewcząt obrazi się za polanie wodą,wtedy długo nie będzie mogła znaleźć męża. Na szczęście można było się wykupić -zapłatę stanowiły pisanki, stąd każda panna starała się, żeby jej jajka były najpiękniej ozdobione. A jeśli w tym dniu chłopak wręczał pannie pisankę, znaczyło to, że dziewczyna bardzo mu się podoba.Wszystkie powyższe tradycje sprawiają, że lubimy te święta i wraz z nadejściem wiosny każdy z nas wyczekuje na dopełnienie się ciekawych wielkanocnych zwyczajów.

 Zwyczaje wielkanocne - co powinno znaleźć się na świątecznym stole? - Super  Express

 



Historia Wielkanocnego Zajączka -audiobook

 Zapraszam dzieci do wysłuchania pięknej historii wielkanocnego zajączka :)

https://www.youtube.com/watch?v=vjQrmmMiVas


Zapisane promykiem/ Elżbieta Krystek - Jones /: Zajączek wielkanocny  /wierszyk dla dzieci/

"Jak to ze lnem było"- Maria Konopnicka

Audiobook Jak to ze lnem było  - autor Maria Konopnicka   - czyta Jolanta Nord 


Jeżeli Wasze dzieci są ciekawe świata, interesuje je historia i przedmioty codziennego użytku, sięgnijcie po wspaniałą książkę Marii Konopnickiej „Jak to ze lnem było”, czyli niezwykłą historię rośliny, która od wieków, ale również dziś ma tak szerokie zastosowanie.
 To piękna, wartościowa i bardzo mądra opowieść, wiedza i rozrywka w jednym.
Książka może zaspokoić ciekawość dzieci, ale również stać się pretekstem do odkrywania świata i tych przedmiotów w naszym otoczeniu, które powstały z lnu uważanego za niezwykłe naturalne bogactwo, z którego słyną od wieków nasze tereny.
„Jak to ze lnem było” opowiada o „bogactwie ubogiego narodu”. Maria Konopnicka napisała o tym znakomite opowiadanie, które udowadnia, jak wiele przedmiotów codziennego użytku zawdzięczamy naturze.

Link do audiobooka: https://www.youtube.com/watch?v=jcWOUQCEPKM



 

 

linia

Maria Konopnicka
Jak to ze lnem było
Bajka
 

Był raz król taki, co miał wielkie królestwo, wszelkiego dobra i bogactwa pełne, tylko że w nim złota nie było.
pola tam były wielkie, sady śliczne, od grusz, od jabłoni czerwieniejące z dala, po lasach zwierzyny huk, w ziemi żelaza dość, na powietrzu ptactwo takie, że co jedno odleci, to drugie przyleci, bydła, koni, owiec stada okrutne, nieprzerachowane, po rzekach ryby jakie tylko, i małe, i duże, kwiecia też po łąkach mnóstwo dla królewiątek małych, co jedno przekwitnie, to drugie zakwita. Ot, wszelkiej rozkoszy moc wielka! Miasta też były w tym królestwie znaczne i wojska duże po zamkach, po wieżach mocnych, i ludu po wsiach dość. Ale król niczym się nie cieszył, tylko ciągle markotny był, że złota nie ma w jego państwie.
- Cóż mi po tym zbożu - mówił - albo i po tych lasach, i po tych rybach w rzece, i po tych stadach wielkich, kiedy ja to wszystko muszę het precz wywozić do moich sąsiadów za złoto, bo go u mnie ni ma. Żeby tu u mnie złoto było, cały lud mój by się ubogacił.
Lud jego biedny po wsiach skórami się odziewał i koszuli na grzbiecie me miał, a dopiero sami bogacze z miasta musieli w dalekie kraje posyłać po materie drogie, po jedwabie na ubiory swoje.
- Byłem tylko złoto miał - mówił król - to mi już niczego nie braknie i memu ludowi.
Tak wyszedł raz sobie na drogę i chodzi w zamyśleniu wielkim, a drogą kupcy jadą.
Jak też zobaczyli króla, tak zaraz mu pokłon oddali, towary rozwiązują i pytają, czy czego nie trzeba.
Król pokłon przyjął grzecznie, towary obejrzał, głową pokręcił i mówi:
- Na nic mi te wasze towary, bo mi tylko jednej rzeczy potrzeba.
Więc zaraz się dopytywać zaczęli, czego.
- Potrzeba mi złota - mówi król - żeby u mnie w ziemi było, żebym je dobywać mógł i cały mój lud zbogacił, i siebie.
Zafrasowali się kupcy, bo tej woli królewskiej nie mogli uczynić, i zamilkli.
A był między mmi staruszek jeden, jako ten gołąb siwiutki, z brodą po pas, w bieli cały odziany i bardzo mądry. Ten, widząc frasunek swoich towarzyszów i króla, pragnącego złota dla ubogiego narodu, co koszuli na grzbiecie nie ma, pomyślał, wystąpił naprzód i rzekł:
- Królu, panie! Mam-ci ja takie siemię w mieszku, co jak je wiosną posieją w polu, to złoto ci z niego się urodzi.
I zdjął ze swego wielbłąda troki, i wyjął z nich spory mieszek, i przed królem postawiwszy, rozwiązał.
Król bardzo się zadziwił, że takie ziarno na świecie jest, co z niego złoto wyrasta. Onemu kupcowi sygnet piękny dał i choć ten mieszek był ciężki, sam go do zamku swego poniósł.
Nazajutrz dał wiedzieć w całym państwie, jako w ten a w ten dzień król sam będzie w polu takie ziarno siał, co z niego wyrośnie złoto.
Zadziwował się naród cały na taką nowinę, zbiegli się wszyscy na ono pole patrzeć, jak też to cudowne ziarno wygląda. Matki prowadziły dzieci, synowie - ojców starych i zeszła się ludu wielka, wielka moc.
Aż król wyjechał na siwym koniu w bisior drogi ubranym, z muzyką, z trębaczami i z dworem całym, a za nim sam skarbnik królewski mieszek z ziarnem niósł pod baldachimem z karmazynu, co go czterech pachołków królewskich trzymało. Kiedy wszyscy na skraju pola stanęli, król koronę z głowy zdjął, że to niby prosty siewacz na swej roli staje, i wziąwszy od skarbnika mieszek wzdłuż bruzdy pięknie wyciągniętej poszedł, czerpiąc z mieszka ręką ono ziarno cudowne i rzucając je w świeżo zaoraną, czarną, pulchną ziemię. A tu zaraz za królem brony szły, co je najpierwsi panowie w onym królestwie prowadzili i ten posiew bronowali, jak zwykle żyto albo i pszenicę, albo insze jakie ziarno. Kiedy już pole zasiane było i zabronowane, król koronę znów na głowę włożył i wrócił z wielką paradą na zamek swój, z dworzanami swymi i z muzyką, i z trąbami, i z wielką uciechą, że takie pole złota zasianego ma. Minął dzionek, minął drugi, król ciągle z okna w ono pole pogląda, czy złoto nie rośnie, ale nic.
Aż jednego dnia uderzył deszcz ciepły z nieba i słonko po nim przygrzało. Patrzy król. a tu na calusieńkim polu cości jakby ze ziemi na wierzch się parło. Uradował się bardzo.
- Oho! - mówi. - Nie zazna teraz mój naród biedy, jak mi się to złoto urodzi. Pole nie takie zasieję na przyszłą wiosnę, ale dziesięć razy większe.
I chodzi sobie wesół po komnatach, pieśni sobie śpiewać każe, sztuki różne pokazować - taki rad.
- Nie będę - mówi - patrzeć choć z tydzień w pole, aż zażółknieje złoto, żeby oczy moje uciechę miały.
Przeszedł tydzień. Patrzy król, a tu zamiast żółtego złota na calusieńkim polu śliczna zieloność, jakoby murawa, tak źdźbło przy źdźble wzeszło i do słońca w górę idzie. Zadziwił się bardzo w sobie i mówi:
- Myślałem, że od razu żółte złoto róść będzie, a tu zieleń taka.
Ale nic... czeka.
Czekał tydzień, czekał dwa, powyrastały łodyżki równiutkie jedna przy drugiej, jak to wojsko wielkie. Już się i pączki pozwijały, już i ku kwitnieniu się ma. A co kto przejdzie, to się dziwuje, że to złoto tak rośnie, jakby jakie zwyczajne ziele. Dworacy kręcą głowami, cości szepcą, cości między sobą radzą. Król patrzy, twarz pogodną zrobił i mówi:
- Nic to! Pewno się w kwitnieniu ono złoto okaże złotym kwiatem. Jednego ranka pojrzy. aż tu pole jak długie i szerokie niebieszczy się tak. jak to niebo nad ziemią. Kwiatuszek koło kwiatuszka na łodyżce sterczy, aż się w oczach modro od tego robi, jakby w wodę patrzał.
Zadziwił się król, wąsa szarpnął, iż tak złoto ono modro kwitnie, cały dzień frasobliwie po komnatach chodził, wieczerzy jeść nie mógł i markotny spać się układł. Aż rankiem uderzył się w czoło i mówi:
- O, ja głupi! Wszakże to nie kwiat, ale nasienie będzie samo złoto! Czegożem się wczoraj frasował?
I począł dobrej myśli być, i ucztę panom swoim sprawił, i radowali się wszyscy, że król tak mądrze im to wyłożył o nasieniu owym, co złotem być miało - i tak wszyscy cieszyli się społem.
Przeszło lato, z kwiatuszków owych modrych porosły główeczki, takie okrągluśkie. Król idzie w pole. bierze w palce, ogląda i myśli:
"Już też w tych główeczkach na pewno złoto jest: tylko patrzeć, jak się to posypie".
Rozgniótł jedną, patrzy, aż tu takie samo siemię, jak to, które siał.
Rozgniewał się król bardzo, dwór cały zwołał, kazał to zielsko z całego pola wyrwać, kijami zbić, że to mu takiego wstydu i zawodu narobiło, i do wody cisnąć. Pachołkowie rozkazanie królewskie wypełnili, łodyżki co do jednej wyrwali, kijami zbili, aż się ono nieszczęsne ziarno posypało, w pęki powiązali i do wody wrzucili. Ale że to już ich samych złość wzięła, więc jeszcze w wodę kamieniami ciskali i tyle tego narzucali, że się one łodygi w pękach zastanowiły, z wodą nie poszły i u brzegu przywalone kamieniami zostały.
Król tymczasem po całym świecie szukać słał onego kupca, żeby go stracić za ten postępek, że to takiego monarchę poważył się oszukać. Tak szukają tego kupca, tak szukają - nic!
Król też znów smutny począł bywać, jako i na początku, i nieraz sam bez dworu w zamysłach różnych chodził, trapiąc się, że ludu swego nie mógł zbogacić. Idzie on raz brzegiem rzeki, patrzy - kamieni wielka moc, a spod nich cości sterczy. Zawołał pachołka, w wodę mu kazał iść i czeka. Niedługo pachołek wraca i powiada:
- Królu, panie! Toć to jest ono zielsko, co miało złoto rodzić i z pola wyrwane zostało.
A król:
- Jeszcze mi na oczach będzie to podle zielsko leżeć? Mój wstyd przypominać? Weź mi je zaraz i wynieś precz, żebym go więcej nie spotkał!
Ano, poszedł pachołek po drugiego, one kamienie odrzucili, pęk łodyg przegniłych z wody wydobyli, wynieśli je het, pod las, cisnęli i poszli. Kupca szukali tymczasem precz po całym świecie, wedle królewskiego przykazu.
Król ciągle się frasował, to tu, to tam jeździł po kraju, a co spojrzy na ten biedny naród, co koszuli na grzbiecie nie ma, to się omal łzami nie zaleje; takie litościwe serce miał.
Ano, widzą panowie, że król taki smutny, tak rada w radę uradzili, żeby wyprawić wielkie polowanie.
Zjechali się różni książęta, różni panowie, różni dostojni goście, nasprowadzali psów. koni. masztalerzów, psiarków, łuczników, naprzywozili luków i różnej brom takiej, że to ha! różnych rarogów, dojeżdżaczy sokolników: polowanie takie, że to na całe królestwo sławne.
Ucieszył się król tym widokiem, rozweselił, o strapieniu swoim coś niecoś zapomniał, bronie różne czyścić kazał, sfory ogarów sforować, charty na smycze brać, konie kułbaczyć, wozy pod zwierzynę zaprzęgać, aż uderzyli trębacze w rogi łosiowe, psiarnie zaczęły ujadać, bicze ino świstały w powietrzu: tu się sokoły na całe gardło drą, tu pisk, krzyk, wrzawa taka. że to jak na największym jarmarku. Aż siadł sam król na konia, po bokach mu książęta i wielcy panowie: pojechali.
Jadą. jadą, przyjechali pod las. Dziwują się goście, że taka knieja gęsta, pewno i zwierza pełna, to się ino psy rwą, ino konie parskają kiedy wtem spojrzy król w bok jakoś, a tu na polanie leżą one pęki łodyg. przez pachołków z wody dobyte, wyschłe, wymizerowane, sczerniałe.
Król zapalił się gniewem na twarzy, humor mu się od razu przemienił, zawraca konia, przeprasza gości i na powrót na zamek jedzie.
Tak się rozgniewał, że ledwo tchnął, łowczemu wracać przykazał z końmi, wozami i psiarnią, a na pachołki swoje krzyknął:
- Hej tam! Zabrać mi to przeklęte zielsko i otłuc kijami, żeby aż z mego paździerze poszły.
I z wielką pasją do domu wracał, a z nim goście jego.
A pachołki tymczasem, one pęki łodyg porwawszy, zaczęli je kijami okładać tak. że aż z nich paździerze leciały. Naleciał tych paździerzy okrutny pokład, a łodygi aż pobielały, jak z nich ta pierwsza surowizna zeszła.
Łodygi na rozstaje rzucili, na krzyżową drogę, żeby je słońce paliło. a wiatr po świecie roznosił. Leżały one łodygi, leżały, słońce je paliło. wiatr je poplątał, ale ich roznieść nie mógł, bo za wielka moc tego była. A kupca szukali, precz szukali, tylko znaleźć nie mogli.
A król zapomniał jakoś o swoim strapieniu i wybrał się ze swoim dworem w drogę. Na siwym koniu jechał, a za nim rycerze i dwór, i pachołki, i różna czeladź, zwyczajnie, jak to się należy do królewskiej wspaniałości i osoby.
Jadą, jadą, przyjechali na rozstajne drogi, aż tu koń, co pod królem szedł, dęba stanął. Ściągnął go król raz i drugi, koń szczupakiem chlusnął przez drogę w bok i, zaplątawszy nogi, nie wiedząc jak, na ziemię runął.
Uskoczył król, strzemię z nogi zrzuciwszy, ale się okrutnie przeląkł. Zaraz tuż nadbiegli rycerze i słudzy, patrzą, w co się królewski koń wplątał, a to w te łodygi, co je pachołki na rozstaj rzuciły. Król, jak był blady ze strachu, tak się zrobił czerwony od gniewu, czeladź swoją skrzyknął i kazał precz do trzeciej skóry zielsko owo kijami zbić, a potem je w ogniu spalić.
Czeladź zaraz się do kijów porwała, one łodygi do trzeciej skóry obiła, tak że samo włókno cienkie i jak srebro takie bielusieńkie zostało, i dalej nosić na kupę, żeby spalić.
Patrzał na to wszystko król razem z dworem swoim, aż kiedy czeladź głownie zapalone pod one włókna podkładać miała, przyleciał pachołek i krzyknął:
- Królu, parie! Znaleźliśmy tego kupca, któregoś szukać rozkazał.
A tuż zaraz prowadziły straże onego starca, związanego, przed królewskie oblicze.
Król zmarszczył czoło i tak srogo wejrzał na pojmanego. że cały dwór struchlał i prawie tchnąć nie śmiał. Ale stary ten człowiek wcale się nie przestraszył i sam do króla spokojnie przystąpiwszy. rzekł:
- Kazałeś mnie, królu, szukać jak złoczyńcę po całym królestwie swoim, a otom jest. Sam szedłem do ciebie, dowiedziawszy się, że mnie potrzebujesz, bom wpierw w dalekich drogach bywał, a tu mnie u bram twego miasta straż pojmała. Rozkaż, aby odstąpili, a iżbym z tobą sam mówił.
Tak mówił ten starzec, ale król bardzo był zagniewany i srogo krzyknął:
- Do ciemnicy cię wtrącę, boś mnie, króla i pana. oszukał, a siemię owo, z którego miało mi się urodzić złoto, wydało tylko zielsko nikczemne, ku spaleniu zdatne! Patrz! Oto cała kupa lego twego złota-dodał biorąc się w boki z wielką pasją.
Starzec popatrzał i rzekł:
- Królu, panie! Kiedy taka wola twoja, abym do ciemnicy szedł, niech mnie do ciemnicy wiodą: ale tych łodyg nie każ ogniem wytracać, tylko je że mną w loch rzucić daj! A za dwa miesiące usłyszysz co nowego o mnie.
Król zezwolił, a tejże godziny starca i całą kupę owych łodyg siwych cisnęli do lochu.
Byłby tam staruszek niechybnie z głodu zginał, ale mu przynosiła jeść córka dozorcy, młoda, śliczna i pracowita dziewczyna. Na imię jej było Rózia. Rózia przychodziła co dzień do lochu ze swoją przęślica, na której przędła jedwab dla bogatej pani, i czekała, aż się staruszek posili. Pewnego dnia namówił ją ów więzień, że zamiast jedwabiu naskubała włókienek z onego zielska, nawinęła na przęślicę i zaczęła prząść. Ze żartów, ot, bo myślała, że z tego nic nie będzie.
Tymczasem patrzy, a tu równiuteńka niteczka snuje jej się a snuje, aż wrzeciono furczy. Zadziwiła się bardzo, a że jej jedwabiu już brakło, zaczęła one włókienka prząść. Kiedy już. tego dużo naprzędła, rzekł jej staruszek:
- Idź teraz do domu i tak jak z jedwabiu tkasz, tak i tę przędzę utkaj.
Rózia usłuchała staruszka. Na warsztacie z owej przędzy postaw naciągnęła, potem pięknie w poprzek cewką zasnuła i zrobiła... płótno.
Kiedy to właśnie było gotowe, przyszedł urzędnik królewski patrzeć, czy on stary więzień jeszcze żyje. Zadziwił się, że staruszce laki żwawy, więc powiada do niego:
- Proś, o jaką chcesz łaskę, bo dziś królewska córka za mąż idzie.
Wtedy ów staruszek mówi:
- Dobrze. Chciałbym królewnie podarunek weselny dać i dlatego proszę, abym przed króla był stawiony.
Ano. urzędnik wypuścił go z lochu i pod strażą do króla przywiódł. Spojrzy stary, a tu wielka moc pań i panów, królewna jak lilia, pan młody jak słońce, muzyka gra, kołacze aż pachną, pacholęta kwiatami drogę ścielą.
Zmarszczył król czoło na starego pojrzawszy, ale że to w takie gody gniewać się nie mógł, więc pyta, z czym tu przychodzi.
- Z podarunkiem dla królewny - mówi staruszek i rozwija przed królem ślicznie utkane płótno, które Rózia, nauczona przez niego, wybieliła na rosie i słońcu.
- Cóż to takiego jest? - rzekł król ciekawie.
- Królu, panie! Toć-ci jest owo złoto, które z owego siemienia, com ci je dał, wyróść miało. Len to był, ubogiego narodu bogactwo, com go z ziemi twojego królestwa dobyć chciał. Kazałeś go topić? Dobrześ uczynił, bo jego łodyżki w wodzie odmięknąć muszą. Kazałeś go z wody precz cisnąć? Dobrześ uczynił, bo go trzeba suszyć. Po moknięciu owym kazałeś go kijami z paździerzy obić? Dobrześ uczynił, bo tę złą paździerz obić trzeba z łodygi, żeby ją uprawić. Kazałeś je zaś powtórnie kijami obijać? I toś dobrze uczynił, bo do trzeciej skóry len obić trzeba i kijem go wyłamać, żeby do włókna się dostać. Kazałeś mnie do lochu wrzucić?
I toś dobrze uczynił, bo mnie tam żywiła dobra dziewczyna, którą-m oto nauczył, jak się włókno lniane przędzie i na płótno tka. A los tylko źle uczynił, żeś to wszystko robił w gniewie i nie z wyrozumienia, ale z zapalczywości. Że to jednak taki dzień szczęśliwy dziś jest w twojej królewskiej rodzinie, więc ci z serca krzywdę moją odpuszczam, a na ręce królewny ten oto dar składam. Królewna niech każe po wsiach len siać i tak go sprawić z rozwagą i miłością, jakeś go ty. królu, z gniewem sprawiał. a z płótna niech da koszule dla wszystkich sierot i niemocnych szyć, co jest więcej niż złoto, bo jest poratowanie ubóstwa i niedostatku.
Skończył stary, a król słuchał jeszcze i aż na twarzy ze wstydu się mienił, że tak ukrzywdził niesłusznie człowieka. A zaś potem wstał, starca w ramiona wziął, przeprosił i koło siebie posadziwszy rzekł:
- Dziękuję ci. mój ojcze, żeś mi to uczynił, czego moje niespokojne chęci uczynić nie mogły. Złota chciałem, a tyś mi lepszą rzecz dal. bo w złocie możni tylko by chodzili, a w tym lnie oto cały lud mój ubogi chodzić będzie.
I zaraz dał krajać koszule z płótna onego i sierotom rozdzielić, z czego wielka radość była w całym kraju.

"Mały książę"- Antoine de Saint-Exupéry

Mały Książę (fr. Le Petit Prince) –  dla dzieci, autorstwa Antoine’a de Saint-Exupéry’ego, wydana w 1943 w Nowym Jorku w wydawnictwie „Reynal & Hitchcock”; przetłumaczona na ponad 300 języków bądź dialektów, sprzedana w ponad 140 milionach egzemplarzy, należy do klasyki światowej literatury.
Mały Książę jest pozycją szczególną również w twórczości Exupéry’ego. To jedyna książka, której nadał formę baśni i którą sam zilustrował.
Wyjątkowość tego utworu należy rozpatrywać w szerszym kontekście: tylko pozornie jest to lektura przeznaczona dla dzieci. Pod warstwą baśniowej fabuły pełnej wieloznaczności, znajduje się też wątek realistyczny i psychologiczny.
Od początku zamiarem autora było adresowanie książki do dorosłego czytelnika, dlatego zadedykował ją Léonowi Werthowi, dopisując:
Przepraszam wszystkie dzieci za poświęcenie tej książki dorosłemu. Mam ważne ku temu powody: ten dorosły jest moim najlepszym przyjacielem na świecie. Drugi powód: ten dorosły potrafi zrozumieć wszystko, nawet książki dla dzieci...
(przekład: Jan Szwykowski)

Link do ebooka: http://lektury.kochamjp.pl/teksty_/maly_ksiaze_tekst.pdf

Link do audiobooka: https://www.youtube.com/watch?v=n0qBy3E7PqI